WWW10 – opis i wrażenia

Wakacyjne Warsztaty Wielodyscyplinarne - Logo

Wakacyjne Warsztaty Wielodyscyplinarne – Logo

W minione wakacje, w dniach od 18 do 29 sierpnia w Głogowie, odbyły się 10. Wakacyjne Warsztaty Wielodyscyplinarne. Dowiedziałem się o nich od osoby, którą spotkałem na innym obozie i już wtedy po opisie WWW stwierdziłem, że to będzie coś wspaniałego, ale dałem się zaskoczyć – było jeszcze lepiej niż się spodziewałem!

Dlaczego warto uczestniczyć w WWW?

Dla ludzi i atmosfery!

Na WWW nie ma „kadry i uczestników”. Są tylko ludzie – grono znajomych – które samo się organizuje, uczy nawzajem i przy okazji świetnie bawi. W tych krótkich zdaniach można zawrzeć całą esencję Warsztatów.

Szczegółowiej – na WWW wszyscy „są na ty”. Nieważne czy kończysz gimnazjum, czy oddajesz doktorat. Dzięki temu łatwiej się zintegrować, wspólnie pracować i lepiej siebie wzajemnie poznać. Ponadto prowadzący jedne warsztaty mogą być uczestnikami innych, a wieczorem wszyscy i tak spotykają się przy planszówkach, kartach czy komputerach 🙂 . Mi osobiście bardzo spodobała się ta forma prowadzenia Warsztatów. Dodam, że jestem także pod wielkim wrażeniem samoorganizacji WWW, a zwłaszcza Miśki, która ciągle myślała o wszystkim, przyjęła na siebie odpowiedzialność organizacji Warsztatów i faktycznie włożyła spory wysiłek, aby wszystko się udało. Uświadomiło mi to pewną myśl i zainspirowało do podjęcia konkretnych akcji… (tak już poza WWW).

Przeciętny dzień

Plan był prosty:

Plan dnia

Plan dnia (zdj. mojego autorstwa)

  • 7:50 – 8:20 – śniadanie
  • 8:30 – 12:00 – przedpołudniowy blok zajęć warsztatowych (z przerwą 10:00 – 10:30)
  • 12:15 – wyjście na obiad
  • 14:00 – 17:30 – popołudniowy blok zajęć
  • 17:50+ – kolacja
  • Zajęcia wieczorne

Powyższy plan napisany grubą czerwoną kredką wisiał sobie wesoło na drzwiach do stołówki. Podczas śniadań można było zaobserwować tendencję do zmniejszania się liczby uczestników w owym punkcie planu dnia, co było świetnie widoczne pod koniec warsztatów (czyżby ludzie się nie zdążyli pobudzić? ;> ). Bloki warsztatowe odbywały się wg opublikowanego wcześniej harmonogramu, a mianowicie zarówno rano jak i po południu były zazwyczaj 4 różne bloki do wyboru. Schemat dostępnych bloków zmieniał się co 3 dni z uwzględnieniem jednodniowej przerwy po 2 cyklach. Dojście na miejsce podania obiadu trwało około 10-15 minut. Początkowo wszyscy chodzili jedną grupą, choć później, gdy już trasa była znana często chodzono w sporej ilości mniej licznych grup. Co oznacza plusik przy godzinie kolacji? Otóż po kolacji w przypadku, gdyby ktoś zgłodniał, była możliwość udania się do kuchni celem ponownego posilenia się. Zajęcia wieczorne z kolei były bardzo urozmaicone i nim został poświęcony osobny akapit.

Warsztaty, w których brałem udział

1. cykl – rano: Synchronizacja procesów

Przyjemne warsztaty poprowadzone przez Roberta. Zadania kwalifikacyjne na ten warsztat były proste, a z kolei problemy przedstawione podczas tych zajęć – tylko z pozoru. Tu trzeba było sporo myśleć i analizować.

1. cykl – popołudnie: Maraton programistyczny

Warsztaty były prowadzone przez Szymona i muszę przyznać – nieźle się na nich bawiłem. Niestety kolidowały mi z Technikami post-processingu w OpenGL-u prowadzonymi przez Piotrka D., ale musiałem wybrać jedno. Maraton wyglądał podobnie do finału znanego Deadline24 – mamy serwer gry, do którego musimy się jakoś podłączyć i zdobyć najwięcej punktów ze wszystkich uczestników. Pierwszy dzień był dniem próbnym, więc nie za bardzo ciekawym. W drugi dzień otrzymaliśmy – moim zdaniem – nieco za ciężką grę na nasze limity czasu trwania warsztatów, więc było niewiele lepiej aniżeli w dniu poprzednim. Z kolei ostatni dzień był świetny! Szymon przygotował dla nas grę wzorowaną na Starcrafcie. Można ją było podzielić na część ekonomiczną oraz zbrojeniową. Początkowo starałem się wszystko zakodzić w jednym kliencie, choć ostatecznie, gdy dowiedziałem się o strategii innych – w bocie pozostała tylko część obsługująca ekonomię. Wszelakie ataki na wrogów wszyscy wykonywali ręcznie netcatem 🙂 . Później stwierdziłem, że może by tu założyć sojusz – oto jak rozpocząłem nowy rozdział w historii tego bloku warsztatowego 😀 . Ludzie zaczęli się zrzeszać przeciwko innym, były zdrady (przejścia na strony wroga), a mi zdarzyło się zostać nawet przypadkiem(?) zniszczonym przez sojusznika… No cóż – zabawa była przednia!

2. cykl – rano: Ataki na implementacje szyfrów symetrycznych

Blok, który miał u mnie priorytet #1. Prowadzony przez Redforda oraz Mawekla z Dragon Sector, których to bardzo chciałem poznać osobiście ze względu na to, iż pasjonuję się IT Security. Muszę przyznać, że poprowadzili ciekawe warsztaty – na sporą część przedstawionych tam ataków sam bym pewnie szybko nie wpadł. Ba – nawet bym nie pomyślał, że to można tak łatwo zaatakować.

2. cykl – popołudnie: Wizualizujemy wikipedię

W tym czasie miał odbyć się blok zatytułowany „Game Design” prowadzony przez Karolinę (miał nie być ściśle związany z grami komputerowymi), jednakże nie była ona w stanie przybyć na WWW, więc Migdał zaproponował, że może poprowadzić swój blok nie tylko rano, ale także popołudniu. Chciałem wprawdzie być na Game Designie, ale cóż – wyszło, że trafiłem na wizualizację danych. Początkowo miałem pracować z m4txem, jednakże dołączył także do nas Wojtek (quinor). m4tx otrzymał sporo danych z DistroWatcha, więc postanowiliśmy zwizualizować zależności między konkretnymi dystrybucjami Linuksa oraz uszeregowaniu ich na osi czasu wraz z możliwością zmiany aktualnego momentu w czasie (znikanie/pojawianie się dystrybucji, zmiana wielkości okręgów symbolizujących popularność danej dystrybucji). Ja pracowałem przy ściąganiu dodatkowych informacji (oraz logo) z DistroWatcha, bowiem m4tx nie otrzymał wszystkiego, co było nam potrzebne, Wojtek pisał właściwą wizualizację danych, a m4tx przetwarzał dane, które otrzymał. Oczywiście, gdy ktoś skończył swoje zadanie, to pomagał reszcie. Mogę tutaj dodać, że w kodzie popełniłem banalnego buga, przez którego pewna część zespołu była na mnie bardzo zła 😛 . Efekt naszych prac jest dostępny tutaj (trzeba chwilkę poczekać na załadowanie się danych).

3. cykl – rano: Zróbmy sobie Google’a

Blok przygotowany przez Patryka (pathesa) – dla mnie jeden z najciekawszych. Naszym celem było stworzenie wyszukiwarki internetowej działającej podobnie do pierwszej wersji Google’a. Ten projekt przypadł mi szczególnie do gustu, bowiem tworzyliśmy nieco większy projekt w względnie dużym zespole. Każdy miał do opracowania konkretny moduł wyszukiwarki i wszystkim zależało na tym, by wyszukiwarka działała. Tutaj naprawdę wszystkim się chciało! Do działania wyszukiwarki pathes przygotował generator sztucznego internetu oraz serwer DNS. Pracowałem wraz z Migdałem i naszym celem było stworzenie crawlera i parsera. Konkretyzując – po otrzymaniu linka do strony bot miał za zadanie prześledzić wszystkie dostępne strony po linkach zawartych w napotkanych stronach i przy okazji je przeanalizować. Kod bota w większości pisałem ja, a Migdał z kolei męczył się z konfiguracją środowiska. Tutaj ponownie – popełniłem banalny bug, który tym razem zapętlał całego bota. Gdy piszecie w Pythonie 2 i 3 zwracajcie uwagę na typ stringa – czy to ASCII czy Unicode 😉 . Efekt naszych prac dostępny tutaj. BTW przeglądarka zaczęła już sprawnie działać dopiero wieczorem po zajęciach – szkoda, że tak późno.

3. cykl – popołudnie: Pisanie botów do giełdy walutowej FOREX

Blok poprowadzony przez Jaszczura nie przypadł mi szczególnie do gustu. W 1. dniu po długim teoretycznym wstępie zamiast skupiać się na prostych algorytmach stwierdziłem, że wyślę pull requesta do dostarczonego przez Jaszczura API. W drugim dniu po przeportowaniu platformy z Pythona 2 do Pythona 3 i instalacji PyBraina miałem zamiar skorzystać z sieci neuronowych, ale w międzyczasie przybył do sali pathes i przebrnęliśmy razem od programowania, przez matematykę, fizykę i już nie pamiętam co jeszcze, a na końcu ponownie wracając do programowania 🙂 . W 3. dzień nie brałem już udziału w warsztatach, ale to było spowodowane poświęceniem czasu na coś ważniejszego.

Wieczorne zajęcia

Wykłady

Wykład Neurosoftu

Wykład Neurosoftu (zdj. autorstwa Michała Kotowskiego)

Jak już wcześniej wspomniałem – wieczory były bardzo urozmaicone. Było niemało wykładów z różnych dziedzin. Najciekawszym z tych wystąpień było to poprowadzone przez jednego ze sponsorów – Neurosoftu. Przedstawiciel firmy opowiadał o technologiach jakimi już dysponują oraz o tym, co może nas czekać w przyszłości. Pokazał nam on swój system, który wykrywał czy dany samochód przekroczył skrzyżowanie na czerwonym świetle dostarczając przy okazji sporo danych – nawet markę i model samochodu rozpoznane po samym zdjęciu przedniej maski – do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie pamiętam już niestety wszystkich wykładów, jakie miały miejsce na WWW, ale pozwolę jeszcze sobie wspomnieć o proceduralnym generowaniu. Na tym wykładzie mnie wprawdzie nie było (było lekkie zamieszanie z przenoszeniem wykładów i się nie zorientowałem co jest kiedy), ale otrzymałem PDF-a z wykładu, który był bardzo wymowny i ciekawy.

Random Shit Night

Inną ciekawą inicjatywą z początku trwania WWW było zorganizowanie Random Shit Night. Polegało to mniej więcej na tym, że jeśli ktoś chciał się czymś – już niekoniecznie naukowym – podzielić z resztą uczestników – miał otwartą rękę. Każdy mógł podejść do komputera i coś pokazać, ale była jedna zasada: to nie ma być odtworzenie filmiku z YouTube’a, ale trzeba o tym czymś coś opowiedzieć. Sam opowiedziałem o rozwojowcu Damiana Redmera, a konkretniej o „Tak się wychodzi z heroiny!”, bowiem ten temat zainteresował widzów. Następnie opowiedziałem o blogu Gyna wspominając o ciekawym wpisie o ataku usługi DNS pod Windowsem. Oczywiście nie mogłem zapomnieć zareklamować swojego bloga, co też uczyniłem. Czy ktoś ściągnął polecone przez m4txa Ktoś Komuś v3? 😀 Miałem zamiar także polecić m4txbloga, ale m4tx się nagle przełamał i stwierdził, że sam opowie o nim. Później przypomniałem sobie jeszcze o Magazynie Programista, który także poleciłem. Na koniec wahałem się jeszcze, czy nie polecić TwoKinds, ale stwierdziłem, że to był jedyny komiks z fabułą dłuższą niż kilka stron, który przeczytałem, więc szczerze mówiąc nie byłem pewien jego jakości, więc ten moment przemilczałem – ale komiks polecam 🙂 . Zapomniałem jeszcze powiedzieć o Dawce Motywacji, więc piszę to w tym miejscu. Po podaniu adresu elektronicznego otrzymuje się codziennie jeden mail z motywującym cytatem. Cały spis wszystkich zaprezentowanych stron można znaleźć pod tym linkiem (zmieniono nazwę inicjatywy na tej stronie 🙁 ).

„Flaszki”

Bodajże przedostatniego wieczoru zostały zorganizowane tzw. flaszki. Były to krótkie prezentacje, które trwały 5 minut i miały za zadanie zaciekawić uczestników różnymi tematami, a zarazem przy tak krótkim limicie czasu – nie zanudzać. Każdy mógł zgłosić własne flaszki. Moim zdaniem najciekawszą z nich była ta opowiadająca o École 42 (ang. wiki). École to z francuskiego na angielski College, ale dlaczego 42? Bowiem to jest odpowiedź na wszystko 🙂 . Uczelnia ta została ona założona przez Xaviera Niela, któremu nie podobał się aktualny system edukacji i płacy. Pracodawcy mają tabelki „ukończona uczelnia -> wysokość płacy” nie uwzględniającej umiejętności czy doświadczenia – dziwny system, ale tak rzekomo jest we Francji. Xavier stwierdził, że założy własną uczelnię, w której nie będzie żadnych nauczycieli czy wykładowców, by obalić system owej tabelki. Uczniowie uczą się tam sami od siebie oraz z Internetu poprzez wspólne wykonywanie różnorodnych projektów. Uczelnia zapewnia Maci dla wszystkich. Kto by nie chciał rozwijać się w takich warunkach? Niektórzy tam nawet śpią, by być wydajniejszymi! Gdyby nie to, że to francuska uczelnia (= nie znam tego języka), to osobiście rozważałbym kształcenie się tam. Wracając do reszty flaszek – niektóre były ciekawe, a niektóre wręcz śmieszne. Pod koniec co druga flaszka to było wyprowadzanie jakichś wzorów tudzież dowodzenie czegoś na czas – mało kto rozumiał to, co przedstawiający pisali na tablicy, a nieraz nawet za szybko mówili, co powodowało u słuchaczy śmiech – ciekawa reakcja.

Filmy

Jeśli żadna informacja mnie nie ominęła, to podczas trwania WWW odbyły się dwa spektakle. Pierwszy był o filmie, który nie powstał – nie pamiętam tytułu, ale był bardzo ciekawy. Z kolei drugi, w którym nie uczestniczyłem to był Star Trek.

Świetlica / Wolny czas

Możliwe, iż było organizowane jeszcze więcej ciekawych wydarzeń, lecz kolejnych (z tych wieczornych nie licząc akapitu niżej) już nie pamiętam – można mi przypomnieć w komentarzach 🙂 . Poza tymi wszystkimi wyżej wymienionymi aktywnościami mieliśmy sporo alternatywnych czynności do wyboru, które były dostępne już każdego wieczoru. Można było pograć w masę gier wszelakiej maści – od planszówek, poprzez karcianki na innych kończąc. Osobiście zagrałem w kilka gier – jedną z nich była ciekawa gra kooperacyjna nazwana „Robinson Crusoe”. Jedna rozgrywka była przewidziana na 60-120 min, choć nam zajęło to 4 godziny 😛 . Jeśli ktoś chciał, to były także dostępne fortepian i gitara klasyczna, na której to ja oraz m4tx trochę pograliśmy. Częstą rozrywką było LAN party – sporo osób wyciągało swoje laptopy i grało w LoL-a, CS-a, StarCrafta czy (już lokalne multiplayer) Liero. Ja wraz z m4txem oraz Wojtkiem stwierdziliśmy, że pogramy sobie w Terrarię (była ówcześnie dostępna w Humble Bundle). Niestety – po trzech dniach od założenia serwera Wojtek przybył na niego swoją „wykokszoną” postacią i pokonał (dla pokazu) silnego bossa zapominając, że przez to przełączy świat w hard mode. Po tym incydencie przestaliśmy już grać. Ciekawą karcianką było coup. Gra ma proste zasady, ale potrafi bardzo wciągnąć – pomińmy jedną sytuację, gdy chcesz iść spać, a współgrający mówią, że zanim się odejdzie, to trzeba wygrać jeszcze raz 😛 . Szczerze polecam zapoznać się z tą grą – ale wpierw radzę wyposażyć się w niemałą ilość monet 🙂 .

Ostatni wieczór

To była bardzo ciekawa i przyjemna niespodzianka dla uczestników – choć ja z pewnego powodu wiedziałem o tym nieco wcześniej. Podczas tego wieczoru przygotowano „ciastkową ucztę” (choć moim zdaniem tych ciastek w przeliczeniu na osobę nie było wiele 😛 ). Był także tort z okazji 10. WWW. Chwilę po rozpoczęciu „uczty” zostały rozdane koszulki, ale w bardzo kreatywny sposób – a mianowicie podczas „WWW-liady” (czy jak to tam zostało nazwane). Była to gra podobna do Familiady, przy czym przygotowane pytania z odpowiedziami były bardzo ciekawe i nierzadko śmieszne 🙂 . Żeby móc odebrać koszulkę trzeba było wygrać (w danym pytaniu). Gdy koszulki oraz później chętni się skończyli, z wielką chęcią zostawałem i grałem dalej – choć niektóre pytania potrafiły mnie „rozłożyć” (były dużo lepsze od tego poniższego 😉 ).

WWW-liada

WWW-liada (zdj. autorstwa Michała Kotowskiego)

Później usłyszałem, że ma być jakieś karaoke – nie ukrywałem swej radości, bowiem uwielbiam śpiewać (pomińmy jednak fakt, że nie umiem tego dobrze robić 😛 ). Jak się później okazało – owe karaoke, a konkretniej „PowerPoint Karaoke” nie polegało niestety na śpiewaniu. Idea była prosta – została przygotowana jedna prezentacja w PowerPoincie z mnóstwem slajdów – na każdym jeden obrazek. Celem gracza było ciągłe mówienie o obrazku, który był aktualnie wyświetlany, przy czym operator komputera mógł w dowolnym (przypadkowym) momencie przewinąć prezentację do następnego slajdu. Niestety całość nie potrwała długo, ale było bardzo zabawnie – gdy np. jeden z kolegów przyznał się do bycia dziewczyną dzień wcześniej i malowania trawy 😛 .

Inne

Zabójca

Death Notes

Death Notes (zdj. autorstwa Michała Kotowskiego)

Na początku warsztatów rozpoczęliśmy grę w zabójcę. Zasady są proste – każdy w tajemnicy otrzymuje od GM-a (mistrza gry) zlecenie na „sprzątnięcie” innej osoby. Żeby zabić jakąś osobę, nikt żywy (w rozumieniu gry) nie mógł znajdować się w zasięgu wzroku. Gdy ten warunek pozostawał spełniony, należało kogoś dotknąć uświadamiając swą ofiarę słowami „jesteś martwy” / „nie żyjesz” / etc. W momencie zabicia kogoś przejmowało się jego aktualne zlecenie, a osoba umarła zgłaszała się do GM-a, by dopisać się do Death Notes. Ja zginąłem pięknie, młodo, ale tragicznie… Gdy szedłem wraz z m4txem, Klaudią oraz Damianem zwolniłem nagle i powiedziałem Damianowi, żeby też to uczynił (w domyśle – m4tx „ma zlecenie” na Klaudię). Gdy zwolniliśmy dowiedziałem się od Damiana, że to jednak Klaudia ma zlecenie na m4txa… Szybko pobiegłem go ratować swoją obecnością. Gdy wracałem z już uratowanym m4txem do pokoju – „odwdzięczył się”… miał zlecenie na mnie 🙁 . W Death Note’cie był opisany ten tragiczny dla mnie akt, którego dokonał się mój współlokator – próbował mnie powiesić na kablu od klawiatury, ale gdy ten nie wytrzymał, to mnie po prostu „zaklawiaturował”. Nie rozpaczając już o zmarłych – finał zabójcy był interesujący. Pozostali przy życiu gracze walczyli ze sobą bezpieczną bronią! 😀

This slideshow requires JavaScript.

Paintball & Pizza!

W jedyny dzień wolny od zajęć warsztatowych udaliśmy się na paintball. Wcześniej grałem w to tylko raz i do tego na bardzo małej powierzchni. Teraz – mieliśmy do dyspozycji spory kawał lasu wraz z okopami pozostałymi po wojnie. Gra była całkiem przyjemna (pomińmy siniaki 😛 ), ale miała niezbyt zachwycający ogranicznik – maska szybko zaparowywała. Po grze mieliśmy grill – od razu na miejscu. Po powrocie do internatu czekała na nas kolejna niespodzianka – na kolację została zamówiona pizza! Dużo pizzy! Jak można było się spodziewać – nie każdy miał na nią ogromną ochotę, przez co zostało jej i to nie aż tak mało – była bardzo dobrym śniadaniem dnia następnego 🙂 . Gdyby tego było jeszcze mało – Wojtek, nie lubiący pieczarek, zdenerwował się, że każda pizza była albo z pieczarkami, albo bez żadnych dodatków, więc na obiad… upiekliśmy kolejną pizzę! 😀

Combo x4!

W części trwania Warsztatów w sieci sklepów Biedronka był organizowany giermasz, a m4tx miał nieodpartą chęć na Wormsy Revolution. Po namawianiu mnie przez kolegę stwierdziłem, że w sumie mogę się z nim przejść. Niestety w najbliższej Biedronce nie było szukanego przez m4txa tytułu, a ja chciałem już wracać, lecz on powiedział – „jeszcze jedna Biedronka”. Nie za bardzo chcąc – zgodziłem się. Druga Biedronka – znów brak Wormsów. Do trzeciej Biedronki m4tx stracił trochę zapału, ja go trochę nabrałem. I zgadnijcie – co nowego się stało? Znów brak towaru! W trakcie tego długiego spaceru stwierdziłem, że z chęcią przeszedłbym się do kolejnej Biedronki w okolicy, natomiast m4txowi już się nie chciało, lecz udało mi się go przekonać. To wyglądało tak, że z każdą kolejną Biedronką „zabierałem” dla siebie trochę zapału od m4txa. Niestety w czwartej Biedronce nadal nie było Wormsów, ale tym razem kolejna była już trochę za daleko, więc stwierdziliśmy, że wracamy już do internatu. Ostatecznie pograliśmy trochę na licencji, którą zakupiłem sobie tuż przed WWW 😛 .

„Te wybuchy…”

W ostatni dzień wraz z Wojtkiem oraz Piotrkiem D. nie uczestniczyliśmy w popołudniowym bloku (wybacz Jaszczur 😛 ), bowiem chcąc podziękować Miśce i zrobić jej niespodziankę, stwierdziliśmy, że upieczemy jej wuzetkę. W trakcie, gdy byliśmy w kuchni, Migdał wraz z braćmi Kotowskimi przygotowali coś takiego:

Bomba bananowa

Bomba bananowa (zdj. autorstwa Michała Kotowskiego)

Po późniejszej rozmowie z nimi okazało się, że mało kto załapał, że chodziło tu o broń z Wormsów – tak, rzucali tym bananem. Gdy po upieczeniu ciasta zostało nam sporo czasu, a zajęcia warsztatowe jeszcze trwały, stwierdziłem, że nie mogę być gorszy – namówiłem Piotrka D. i… Sam zgadnij – co można zrobić z jabłka, papieru toaletowego, papieru do pieczenia ciasta, dwóch patyków oraz taśmy bezbarwnej?

Święty granat ręczny

Święty granat ręczny (zdj. mojego autorstwa)

Święty granat ręczny! Myślałem, że rozleci się po pierwszym rzucie – o dziwo wytrzymał wszystkie cztery (bo tyle wówczas trwało bloków warsztatowych) wychodząc bez szwanku – a był nawet raz kopnięty przez jednego z prowadzących zajęcia. Akcja za każdym razem wyglądała mniej więcej podobnie – Marcin, który nierzadko robił różne zdjęcia wchodził do klasy pierwszy nie budząc żadnych podejrzeń. Po minucie otwierałem drzwi i wrzucałem Święty Granat Ręczny – ludzie czasem szybko reagowali „co to było!?” słysząc dźwięk. Po 2 sekundach od rzutu Piotrek D. odtwarzał klasyczne „Alleluja! <wybuch>” ze swojego smartfona. Następowała sekunda ciszy i lekkiego „WTF !?” w głowach warsztatowiczów, po czym wszyscy wybuchali śmiechem. Igor (jeden z prowadzących) nawet spytał nas, gdzie w środku ukryliśmy głośniczek 😀 .

Zakończenie

Wakacyjne Warsztaty Wielodyscyplinarne to bardzo ciekawe wydarzenie, podczas którego można się naprawdę sporo nauczyć, przy okazji nieźle się bawiąc i poznając naprawdę fantastycznych ludzi! Polecam je każdemu! Dla zachęty dodam, że te warsztaty spodobały mi się aż tak bardzo, że zamierzam zaangażować się w ich organizację – w stopniu co najmniej prowadzenia jednego bloku warsztatowego, pomocy przy stworzeniu nowego systemu do przeprowadzenia kwalifikacji do następnych WWW, a jeśli czas pozwoli to jeszcze więcej! Naprawdę warto 🙂 .

Na samym końcu chciałbym pozdrowić wszystkich uczestników WWW10 i podziękować za – naprawdę świetnie – wspólnie spędzony czas 🙂 .

3 myśli nt. „WWW10 – opis i wrażenia

  1. Pingback: Historia, zdjęcia i relacje - WWW 10

Dodaj komentarz