Piękny, grudniowy czas – Poznań i MWPZ-ty

To był piękny grudniowy dzień. W tym czasie normalni ludzie przebywali w ciepłych domach i cieszyli się swoimi mikołajkowymi prezentami, ale nie oni. Oni byli inni. Spędzili ten czas na poznańskich uczelniach zmagając się z zadaniami przygotowanymi przez specjalistów IT.
W dniach 5-6 grudnia odbyły się Mistrzostwa Wielkopolski w Programowaniu Zawodowym, w których miałem możliwość uczestniczyć. Zawody te są jednym z najbardziej prestiżowych konkursów tego typu w Polsce. Ponadto są darmowe i otwarte, co oznacza, iż każdy może w nich wziąć udział bez względu na wiek czy narodowość. Zawody składają się z dwóch kategorii – dla licealistów oraz kategoria otwarta. Należy tu zwrócić uwagę, iż licealiści zaliczają się do obu grup.

Podróż

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, iż do Poznania nie mam blisko, bowiem ta odległość wynosi około 600 km. Największym problemem było to, iż „siła wyższa” zabroniła mi jazdy pociągiem, co jak później się okazało było dobrym krokiem – ponoć Wisła Kraków miała grać z Lechem Poznań właśnie w Wielkopolsce (patrz kibole w pociągu). Miałem do wyboru jeden, niestety niezbyt tani wariant podróży. Tu pragnąłbym podziękować pewnemu Piotrowi, który pomógł mi w zdobyciu funduszy – pozdrawiam i wielkie dzięki!
Sama podróż jedną stronę została rozbita na dwie części – z postojem na nocleg po drodze. Pierwsza z nich trwała około 4 godziny, druga była – na szczęście – nieco krótsza. Z powodu sporej odległości do przebycia moja podróż rozciągnęła się w czasie i ostatecznie trwała od 4. do 7. grudnia, czyli 4 dni.

Drużyna

Drużyny na MWPZ-tach składały się z maksymalnie 3 osób. W mojej znajdowali się Wojtek oraz Szymon (pozdrowienia chłopaki!). Ja i Wojtek byliśmy na podobnym poziomie – II etap OI-a (Olimpiady Informatycznej), przy czym były takie problemy, które jeden z nas potrafił rozwiązać, a drugi nie, choć jakby nie patrzeć to w sumie zaleta dla drużyny. Szymon jest za to bardziej sieciowcem aniżeli algorytmikiem, lecz swoje zasługi dla drużyny także ma – pomijając jedno zadanie na swoim koncie to skleił drużynę i mnie przenocował.

Pobyt

Jak już wcześniej wspomniałem – nocowałem u Szymona – tak więc najpierw udałem się do niego pozostawić swoje bagaże i spędzić chwilkę czasu przed wyjściem na uczelnię. Jak się okazało później okazało – utknęliśmy na chwilę w ulicznym korku, przez co lekko się spóźniliśmy. Organizatorzy przewidując tę sytuację przedłużyli oczywiście rejestrację i przesunęli nieco uroczyste rozpoczęcie zawodów. Na nie akurat zdążyliśmy punktualnie. W międzyczasie odebrałem od Wojtka, który nas zarejestrował, koszulkę i teczkę z niezbędnikiem, tj. blokiem papieru i długopisem, bez których de facto nie da się (a przynajmniej jest bardzo trudno) rozwiązywać zadania. Dobrze się złożyło, bowiem zapomniałem wziąć torbę z zeszytem i długopisem.

Koszulka z MWPZ-tów

Koszulka z MWPZ-tów


Podoba mi się ta koszulka – świetnie prezentuje ona uczestników w zabawny sposób – jako barany gapiące się na monitory (tak, wiem, to są koziołki, ale barany lepiej brzmi 😛 ). MWPZ-ty rozpoczęły się oczywiście od informacji o sponsorach – w końcu to dzięki nim udział w konkursie jest darmowy. Następnie odbyły dwa wykłady, których prelegentami byli dwaj pracownicy głównego sponsora – Allegro Group. Opowiadali oni o swojej pracy. Wspominali m.in. o DevOpsach, różnorodnych narzędziach przy czym jeden z prelegentów zamieszczał wiele ciekawych memów. Oto jeden z nich dotyczący pomiaru jakości kodu (może się nieco różnić od tego pokazanego w prezentacji podczas wykładu):
Pomiar jakości kodu

Pomiar jakości kodu


Po wykładach miały się odbyć zawody próbne. Z racji, iż część osób pisało na Politechnice Poznańskiej (PP), a część na Uniwersytecie im. Adama Mickiewiecza (UAM), trzeba było dowieźć tę feralną część na UAM. Organizatorzy przewidzieli na to 45 min, jednakże jak się okazało – zajęło to dwa razy więcej czasu (korki uliczne), przez co zawody zostały nieźle opóźnione. Po dojechaniu do celu, Szymon zaczął biec do wnętrza budynku (trasa nie była wcale krótka), a ja jak idiota pobiegłem za nim. Co się jednak potem okazało – organizatorzy przygotowali mało jedzenia, a nam oczywiście udało się na nie zdążyć – co nas wielce ucieszyło zważając na fakt, iż nie jedliśmy obiadu (geniusze…). Podczas zawodów próbnych każda drużyna otrzymała do rozwiązania 3 zadania. Jedno proste, drugie nieco cięższe oraz ostatnie optymalizacyjne. Co ciekawe – to proste zadanie (odejmowanie liczb) zrobiła każda (tak myślę) drużyna od razu, a organizatorzy rozdawali treści na papierze może po 5-10 minutach – w sumie już niepotrzebnie wydrukowano to jedno zadanie więcej 😉 Mojej drużynie udało się rozwiązać oczywiście te 2 prostsze problemy. Z zadaniem optymalizacyjnym zmagałem się osobiście, jednakże jak się później okazało – randy (losowe odpowiedzi) zdobywały więcej punktów niż mój algorytm. Tego dnia już niemalże ostatnią ciekawą sytuacją było osobiste poznanie się z pewnym Kubą (pozdrawiam!). Podczas powrotu zawitaliśmy także na głównej poczcie celem zakupu pocztówek. Było wiele stoisk – niestety wszędzie pocztówki świąteczne. Po dłuższych poszukiwaniach okazało się, że na samym dole znajdowało się może kilkanaście pocztówek widokowych… Osobiście zakupiłem dwie celem stworzenia krypto-pocztówek (inspirowany pomysłem gyna) – gdy otrzymam skany od znajomych zamieszczę je na blogu – byś miał trochę rozrywki (przy założeniu, że też lubisz security albo przynajmniej kryptografię). Edycja: wyzwanie jest dostępne tutaj 🙂

Drugi dzień

Szczerze mówiąc nie spodziewałem się tego, że ktoś, a przynajmniej Szymon, może mieć problemy ze wstaniem o 7 rano… Dobra, leniuchy mogą mieć taki problem, ale Szymon mimo wszystko mnie przeraził. W tym dniu, na szczęście, nie zapomniałem wziąć torby, a i Szymon spakował kilka ciekawych „fantów”. Mowa tu mianowicie przygotowanym trollu (Szymon to wręcz uwielbia), a konkretniej o figurkach… kucyków. Wojtka w sumie łatwo i przyjemnie się nabiera – na samym początku Szymon ładnie go „wrobił” wmawiając mu przez 5 minut, że nie przyjechałem. Innym razem twierdził, iż nie zdążymy na zawody – fajnie to skomentował tata Szymona siedzący w ówczesnej chwili obok 🙂 Wracając do figurek – po przyjeździe na miejsce zagadałem Wojtka przy stanowisku z bułkami, a Szymon podłożył figurki na naszym stanowisku pracy. Po podejściu z Wojtkiem do komputera… Bezcenna reakcja 😀 Następnie odbyła się główna część zawodów trwająca 5 godzin. Wprawdzie miało być 13 zadań, jednakże po obradach sędziów, które zakończyły się o 7 rano (ok. 2h przed rozpoczęciem się zawodów), jedno zadanie zostało wycofane. Oczywiście najważniejszej rzeczy nie brakowało – w każdym momencie można było wyjść na dłuższą chwilę z sali i podejść do bufetu 😉 Jak nam „poszły” zadania? System zaakceptował nam trzy, a dwa były prawie gotowe. Jak się później okazało – w jednym z nich wystarczyło tylko usunąć dwie linijki… Niemniej jednak zajęliśmy 68. miejsce (na 130+) w generalnej klasyfikacji oraz 13. na 36 w rankingu liceów. Warto dodać, iż najlepsza drużyna wykonała 9 zadań. Przy okazji – przez cały czas trwania zawodów, gdy Szymon pytał się kto wygra, ja żartowałem odpowiadając „Pachocki!” (wielokrotnie wygrywał międzynarodowe konkursy algorytmiczne) i zgadnijcie co – jego drużyna faktycznie wygrała. Wracając do zakończenia właściwej części zawodów – pod sam koniec wydrukowaliśmy fragment „Pana Tadeusz” Adama Mickiewicza. Wprawdzie mogliśmy wziąć na zawody dowolną literaturę, ale nikomu nie chciało się brać takiej książki, więc wykorzystaliśmy fakt, iż musiałem się nauczyć recytacji tego do szkoły. Niestety – drukarka nas oszukała. Nie wydrukowała polskich znaków. Kolejna kwestia związana z pisaniem z pamięci – błąd w drugiej linijce oraz własna interpunkcja.

Fragment "Pana Tadeusza", księga XI, wersety od 236

Fragment „Pana Tadeusza”, księga XI, wersety od 236


Po zawodach był obiad („jedzenie! :3”). Spotkałem w tym czasie Pilacha i Kałcza (pozdrowienia!). Następnie była dłuuuga przerwa z oczekiwaniem na zakończenie zawodów. Szymon chciał mnie przekonać, byśmy wyszli już w tamtej chwili, bo nie ma sensu długo czekać, jednakże skoro przejechałem tak wielki kawał drogi, by być na MWPZ-tach, to stwierdziłem, iż zostaję do – przynajmniej – oficjalnego zakończenia (oczywiście włącznie). Podczas owych długich oczekiwań na zakończenie, z początku bawiliśmy się balonami z helem. Za każde rozwiązane zadanie podczas zawodów otrzymywało się balon w odpowiednim kolorze – w sumie to już tradycja w zespołowych zawodach algorytmicznych. Po chwili, gdy udało nam się znaleźć ogromne skupisko ludzi, Szymon od razu znalazł swoich znajomych, hm – nic dziwnego. Poznałem w tym momencie studenta informatyki, Jarka (pozdrawiam!), z którym bardzo ciekawie się rozmawiało o tym i owym. W końcu doczekaliśmy się oficjalnego zakończenia. Wśród odtworzonych filmików podczas uroczystości, a konkretniej w tym od wikii, w końcowym ujęciu była widoczna Twilight Sparkle! Była rozdana także nagroda za najlepszy wynik w zadaniu optymalizacyjnym z dnia próbnego. Nagrodzeni otrzymali sekstans! Jednakże coś było nie tak – nagroda była za „jedyne nielosowe rozwiązanie”, podczas gdy nasze także takie było. Szymon oczywiście musiał pójść wyjaśnić sprawę z organizatorami… Okazało się, iż sędziowie rozpatrzyli tylko kilka pierwszych pozycji w rankingu – co świadczy o tym, że losowe odpowiedzi zdobyły więcej punktów od naszego „myślącego logicznie” algorytmu. Swoją drogą Szymon przytoczył w tym momencie sytuację sprzed roku dla odpowiednika tego zadania (optymalizacyjne z dnia próbnego) – na zakończeniu wyświetlano kody najlepszych rozwiązań. Pierwszy był „bardzo-super-hiper” skomplikowany wykorzystujący nie wiadomo jakie algorytmy, natomiast drugi… Drugi to był banalny kod Szymona ze zwracaniem losowej wartości. Po zakończeniu zawodów odbył się bankiet („jedzonko!”), jednakże z powodu sytego obiadu i nalegań Szymona, by gdzieś pojechać, opuściliśmy bankiet wcześniej. Pojechaliśmy na ponymeeta, który już trwał od dłuższego czasu. Moje obawy o spotkanie osób z psychiką niezbyt ogarniętych gimnazjalistów okazały się bezpodstawne. Pozdrawiam w tym miejscu Mateusza, tego gościa od lolcode’u, tego innego gościa, który wyszedł po mnie i Szymona na miasto oraz całą resztę! Wprawdzie nie zabawiłem tam długo, no niestety, ale było za to bardzo miło i przyjemnie 🙂 Później już tylko wróciłem po bagaże do domu Szymona i wyjechałem w drogę powrotną.

Zakończenie

Na Mistrzostwach Wielkopolski w Programowaniu Zespołowym było całkiem miło i przyjemnie. Poznałem wielu ciekawych ludzi i zwiedziłem nowy zakątek tego jakże pięknego świata. Zasmakowałem też odrobinę życia w wielkim mieście. Wprawdzie od zawsze chciałem w takim mieszkać (z powodu szerszych perspektyw i możliwości), ale nigdy wcześniej w takim nie byłem na trochę dłużej tak, by niejako mieć wolną rękę. Jak to się mówi – człowiek musi najpierw coś stracić, by mógł to docenić. Właśnie tego doświadczyłem…

Jedna myśl nt. „Piękny, grudniowy czas – Poznań i MWPZ-ty

Dodaj komentarz