13Milówka08 – wspomnienia i wrażenia

Punkt widzenia m4txa

Do Milówki przyjechałem z jednego, prostego powodu – wygrałem konkurs na koszulkę tegorocznej edycji Olimpiady Informatycznej Gimnazjalistów, a główną nagrodą był właśnie wyjazd na obóz za darmo. Normalnie kosztowałoby to 1650zł + ewentualne koszty dojazdu. Szybko się jednak okazało, że moja nagroda nie była warta tyle, ile mi się na początku wydawało. Niektóre osoby (m.in. te z mojego pokoju) mogły sobie bowiem pojechać do Milówki również za darmo tylko dlatego, że mają bardziej ogarnięte gimnazjum niż moje. Cóż.

Przyjechałem z nadzieją, że będę mógł być razem w pokoju z Mrowqą. Jak się jednak później okazało, było to rzekomo niemożliwe z racji, iż ponoć byliśmy na dwóch różnych obozach, a sanepid niby wszystko kontrolował. Początkowo byłem więc nieco sceptyczny wobec wizji mieszkania w pokoju z jakimiś randomami – spodziewałem się typowych gimbusów. Jak się jednak potem okazało, nie było tak źle. Zostałem bowiem przydzielony do pokoju z dwiema ogarniętymi osobami (zwanych dalej Rudym i Kubą) i jednym trollem (Szwajkosem), który też oddziaływał nieco negatywnie na wspomnianego wcześniej Rudego. Nie było jednak najgorzej – Szwajkos był przez większość czasu choć trochę ogarnięty, więc ogólnie dało się wytrzymać – a plusy i tak są, bo zawsze jednak śmiesznie było z nim.

Jak już wspomniałem, nie mogłem być zakwaterowany w jednym pokoju z Mrowqą. Na szczęście jednak nie było to wielkie ograniczenie. Z pokojów nie można było teoretycznie wychodzić po ciszy nocnej, tj. godzinie 22:30. Pomimo tego wiele osób (w tym Mrowqa i ja) nie przestrzegało tego zakazu i, gdy opiekunów nie było w pobliżu, przechodziło do innych pokoi. Doprowadzało to oczywiście do wielu skrajnych sytuacji – na czele stoi tu chyba ta, kiedy Mrowqa chował się z kolegą z pokoju w toalecie, by nie zostać zauważonym przez wchodzącego właśnie opiekuna.

Kilka słów o opiekunach. Niektórzy byli naprawdę fajni i ogarnięci, potrafili pomóc i wytłumaczyć, przymykali oko na wszystko, inni wkurzali się mocno nawet przy najmniejszym nieposłuszeństwie (a czasami było nawet combo). Do tej pierwszej grupy należał m.in. Kamil Ż., brony, z którym nawet udało się obejrzeć My Little Pony: Equestria Girls 😉 Oprócz tego również w pewnym (niewielkim, ale jednak) stopniu przymykał oko, gdy Mrowqa przebywał w moim pokoju po ciszy nocnej.

Co do zadań – w zdecydowanej większości były bardzo dobre i na dobrym poziomie, choć bardzo często zdarzały się w nich błędy (zresztą, nie ma się co dziwić – z tego co słyszałem, to całkiem spora ich ilość była układana w godzinach późnonocnych). Warto było też chodzić na organizowane wykłady, gdyż można się było na nich wiele ciekawych rzeczy dowiedzieć.

Na omówieniach zadań również zdarzały się dość ciekawe okoliczności. Jedną z nich była sytuacja z pewnym zadaniem na drużynówce w którym były ustawione 4 kule, całość była otoczona czworościanem i należało obliczyć pole powierzchni czworościanu. Niektórzy (w tym ja) próbowali na początek wyprowadzać jakieś wzory, zauważać zależności, etc. Kolega z drużyny wpadł jednak na znakomity pomysł. Spojrzał na przykłady i wyprowadził wzór: r² * 61,828. Genialne było jednak później omówienie zadania: Błażej, jak i każda z osób na sali, nie miał pojęcia, jak zrobić zadanie, stąd też omówienie wyglądało tak, że chyba nikt się niczego sensownego nie dowiedział – mowa była o tym, że trzeba było spojrzeć na przykłady, zauważyć pewną zależność że output rośnie kwadratowo w zależności od inputu oraz napisać kod który liczy wspomniane pole. I jeszcze że nie ma obecnie możliwości konktaktu z osobą, która ułożyła zadanie i nikt nie ma zielonego pojęcia, jak je zrobić… 😀

Na obozie, jak to na obozie, nie zabrakło dużej dawki różnych głupich akcji. Wspominałem już wcześniej o wychodzeniu do toalety, gdy zbliżał się opiekun – to była jednak jedna z tych mniej głupich 😉 Postaram się tutaj przybliżyć moim zdaniem te ciekawsze.

Zacznę po części od końca. Pod koniec obozu bowiem, zainspirowani organizowanym karaoke, wpadliśmy na pomysł zaśpiewania na korytarzu w większej grupce (ok. 14 osób) „Piosenki o smutnym programiście”. Pomysł został oczywiście zrealizowany. Potem jednak wpadliśmy na jeszcze lepszy: zaśpiewać ją tuż przed pokojem wychowawców. Udało się to w przypadku pokoju wiceprezesa. Niestety jednak, nie udało się zrealizować planu przed pokojem prezesa oraz opiekunów. W pierwszym przypadku jakieś dzieci spały w sąsiednim pokoju, w drugim przypadku natomiast zostaliśmy przegonieni z powodu panującej już ciszy nocnej. Powtórzyliśmy natomiast próbę nazajutrz wczesnym rankiem (gdzie „wczesny ranek” oznacza w tym przypadku godzinę 7:00), dzięki czemu udało nam się obudzić sporą część obozowiczów… 😉 Wykonaliśmy nawet „na szybko” alternatywny refren:

Programuję w Pascalu już trzecie stulecie, bo kto tu prezesa ogarnie?
I zmierzam do celu z użyciem FPC pod Microsoft Windows Vista
A kiedy mi smutno, statyczny konstruktor utworzę w edytorze
Bo wewnątrz mej głowy mam świat procesowy ja smutny programista

Rzecz jasna, nie jest to szczyt umiejętności poetyckich, jednak na tę chwilę wystarczyło 🙂 Piosenkę ze zmienionym refrenem zaśpiewaliśmy podczas śniadania na stołówce. Tak, w obecności pana prezesa… 🙂

Pewnej nocy z kolei wysmarowaliśmy pokoje w sąsiednich drzwiach pastą do zębów. Pomysł? Szwajkos oczywiście. 🙂 Najciekawsza była jednak sytuacja gdy przyszedł do mojego pokoju Kamil:

Ktoś Wam upieprzył klamkę pastą do zębów.

Ciekawe kto… 😉 Co jeszcze ciekawsze, w tym czasie Mrowqa wraz z kolegą z pokoju ukrywał się właśnie w łazience; na szczęście jednak Kamil nie zdecydował się tam zajrzeć… 😀

Kolejna akcja była gdy Szwajkos latał po pokojach z całego ośrodku w którym byliśmy i zbierał papier toaletowy – rzekomo był nawet w publicznej toalecie na samym dole. Potem natomiast owijaliśmy tym papierem klamki i wrzucaliśmy pod drzwi swego rodzaju „ulotkę”. Ulotka ta to był tekst odręczny napisany na kartce z zeszytu w kratkę. Było to zaproszenie na imprezę do Rudego. Tak, do naszego pokoju 😉 Impreza rzekomo miała odbyć się o 2 w nocy. Oczywistym było, że nikt nie przyszedł; następnego dnia jednak jedna z osób należących do kadry zapytała pewnego uczestnika, który nie mógł wstać, czy nie może się obudzić dlatego, że był na tej imprezie u Rudego… 😉 Potem z kolei inni obozowicze skarżyli się, że nie mają w pokojach papieru toaletowego, więc Szwajkos koniec końców cały papier musiał oddać.

Jeszcze kilka innych, już tym razem krótko opisanych akcji:

  • Pewnego (turystycznego) dnia Mrowqa przyszedł do mojego pokoju i zauważył na drzwiach konika polnego. Z zaciekawieniem krzyknął „ale fajny item!”. Wpierw wrzuciliśmy go po dość długich męczarniach (każdy się niewiadomoczego bał*) do kieszeni spodni Rudego, które uznaliśmy za spodnie Szwajkosa; potem były słuchawki Rudego, a na końcu zeszyt Kuby z mojego pokoju + Tabasco na to… 🙂
  • Jeśli już mowa o małych stworzeniach to trzeba wspomnieć o wszystkich tego typu badziewiach, jakie wlatywały nam do pokoju. Jakieś takie wielkie komary i osy budziły postrach u zamieszkującej mój pokój ludności… Rudy panicznie bał się os, reszta z kolei bała się wszystkiego innego. Próbowaliśmy różnych metod w takich przypadkach: zabijania nieproszonych gości butami, ogłuszania dezodorantem (tekst Mrowqi pewnego razu: „on się zapalił od tego dezodorantu i teraz na Twoim łóżku leży!”), krzyczenia tak, by cała reszta obozu słyszała (przypominam, że było otwarte okno). Raz gdy Rudy zabił nad moim łóżkiem „ogromnego komara” to wisiał tak sobie przez następne 2 dni. Potem, jak zniknął, zauważyliśmy, że ktoś z obsługi przyszedł posprzątać do pokoju.

* w jednym ze wcześniejszych dni do pokoju wskoczyło coś ogromnego i zielonego (prawdopodobnie to był właśnie konik polny), na trzecim piętrze! Wszyscy się tego bali, krzyczeli, biegali po pokoju, uciekali, a pod koniec wykorzystywali dezodoranty celem ogłuszenia go. Po tej akcji powietrze w pokoju nie było zdatne, by nim oddychać (przyp. Mrowqa).

Ale! Nie tylko z nas takie trolle były. Pod naszą nieobecność w pokoju ktoś namalował na drzwiach do pokoju amatorski rysunek męskiego narządu płciowego ( 😉 ) przy pomocy nieustalonych materiałów (prawdopodobnie był to szampon do włosów lub coś podobnego). Pod moją nieobecność też w pobliżu pokoju została przeprowadzona zapewne jakaś bitwa z użyciem wody, gdyż dywan był cały mokry i nieodwracalnie została uszkodzona naklejona na drzwi kartka z nazwiskiem naszego wychowawcy.

W tym poście nie zabraknie również najbardziej kultowych tekstów wychowawców. Oto one:

No to ja mówię prawemu wskaźnikowi idź. A on mi mówi dobra. No to ja mu mówię znowu idź. A on mi mówi nie.
mowa o wskaźnikach w algorytmie gąsienicy – Błażej M.

– Czyli to już jest ten graf, tak?
– Nie.
– No jak nie.
– No nie.
– Mówiłeś że to będzie graf.
– Mówiłem tak? To kłamałem.
dialog między Błażejem M., który w tej chwili omawiał zadanie, a jedną z osób z „widowni”

Niektórzy tu na obozie już zdobyli biegun, a konkretnie biegunkę.
Artur K.

  • Pewka
  • No to ok [czytane fonetycznie – jako „ok”, nie: „okej”]
  • Cudowny cud

Kamil Ż.

Liczymy to „na pałę”
Kamil Ż. i Błażej M.

Jako bonus dam jeszcze poniższe teksty już nie opiekunów, a uczestników obozu:

Dupcy, dupcy!
Szwajkos na widok Applejack z My Little Pony: FiM

– Twoja stara! (Dupcy, dupcy!)
– I Twój stary! (Dupcy, dupcy!)
– […] (Dupcy dupcy!)
Piosenka wymyślona przez Szwajkosa
[…] oznacza tutaj imię dowolnej osoby; ostatnia linijka mogła być powtórzona dowolną ilość razy 🙂

Tytyrytyty: cycki!
Rudy pewnego wieczoru w pętli while(true)

Z tym drugim tekstem związana jest też pewna anegdota. W przedostatni dzień obozu siedziałem sobie spokojnie na ławce przy ognisku w towarzystwie m.in. Rudego. W pewnym momencie on powiedział swoje słynne „Tytyryty!” czekając na odpowiedź którejś z siedzących w pobliżu osób. Tą osobą oczywiście byłem ja. Po wypowiedzeniu ostatniego słowa z powyższej frazy wszyscy w promieniu 2 metrów zaczęli się śmiać, a, co jeszcze ciekawsze, w pobliżu stało dość sporo organizatorów obozu, którzy rzekomo się dziwnie patrzyli wtedy… 😉

Na zakończenie mojej sekcji już: na obozie było bardzo fajnie. Mili ludzie, fajna atmosfera, opiekunowie w większości również niczego sobie. Wkurzyłem się jedynie dość mocno w przedostatnim dniu obozu, gdy było rozdanie nagród. Otóż rzekomo na rozdaniu nagród w grupie „Open” byli uczestnicy niezależnie od wieku. Nie potrafię w takim razie pojąć tego ewenementu, iż pewna osoba (a być może nawet i niejedna) mimo, iż miała mniej punktów ode mnie (również tych „ważonych”) dostała nagrodę i zaszczytne trzecie na sześć miejsc, a ja nie, ale… cóż. W skrócie: ogólnie fajnie było, ale pewien niesmak pozostał. Tak czy inaczej: jeśli będę miał jeszcze możliwość pojechania na podobny obóz, bardzo chętnie to zrobię, gdyż nauczyć można się niemało. 🙂

Zakończenie

W tym miejscu chcielibyśmy podziękować za przeczytanie tego postu i pogratulować takiej wytrwałości, bowiem post liczy grubo ponad 4 tysiące słów! Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z naszymi blogami (mrowqa.pl / m4tx.pl) i subskrypcji ich kanałów Atom/RSS. Pozdrawiamy!

Autorzy

  • m4tx – jego punkt widzenia, korekcja błędów w całym wpisie, przygotowanie do publikacji
  • Mrowqa – wstęp, jego punkt widzenia, drobna korekta błędów
  • Podziękowania również dla następujących osób:
    • Jakub W. – drobna pomoc przy gromadzeniu cytatów
    • Jakub Szwajkos – drobna pomoc, bycie „bohaterem” wpisu 😛
    • Oliwer G. – nadesłanie tekstu poniższej piosenki
    • Pozostałe osoby z naszych pokoi, tj. Rudy, Tomek i Maciek, a także organizatorzy i wychowawcy, gdzie wyszczególnić można Kamila Ż., Błażeja M., pana prezesa Talentu i innych, bez których nie byłoby co napisać w tym poście.

PS. Zdobyliśmy wspomnianą przez Mrowqę (jeszcze bardziej) alternatywną wersję Piosenki o smutnym programiście. Powstała ona w autokarze powrotnym, w którym – niestety – nie było nam dane podróżować. Trzecia zwrotka pozostała nietknięta, załączamy więc pozostałe dwie i refren:

Po co mi był ten Talentop, na co mi był ten C++?
Wybrałem sobie karierę starego, nudnego grzyba
A mogłem być hydraulikiem.
Klientów miałbym bez liku
Ale mnie się zachciało pisać programy w Pascalu

Ref. Programuję w Pascalu już trzecie stulecie, bo kto tu Prezesa ogarnie?
I zmierzam do celu z użyciem FPC pod Microsoft Windows XP
A kiedy mi smutno, to sobie tablice, utworzę w edytorze.
Bo wewnątrz mej głowy mam świat procesowy ja smutny programista.

Za oknem ptaki śpiewają, i tyle jest piękna na świecie
Lecz nic nie widzę pięknego w pisaniu programów w Pascalu
Ach gdzie te wózki widłowe, ach gdzie te miotły i szmaty
Ja nie chcę być programistą, ja chcę iść do łopaty

Jedna myśl nt. „13Milówka08 – wspomnienia i wrażenia

  1. Pingback: 13Milówka08 – wspomnienia i wrażenia | m4txblog

Dodaj komentarz