13Milówka08 – wspomnienia i wrażenia

(Post współdzielony z Mrowqą i m4txem)

W dniach 5-15.08.2013 odbył się obóz informatyczny organizowany przez Stowarzyszenie Talent w malowniczej miejscowości zwanej Milówką. Oprócz jednak samych nerdów była jeszcze grupa matematyczna, choć mało liczna, bo licząca 11 dusz. Z kolei fanów fizyki rzekomo znalazło się tylko dwóch.

Obóz został zorganizowany w proporcjach 2:1 (dni naukowe – dni turystyczne). Jak więc nietrudno policzyć, odbyły się trzy takie „sekwencje”. Zwolennicy informatyki zostali podzieleni na dwie grupy – konkursową oraz warsztatową. W tej pierwszej najpierw odbywały się zawody, a następnie omówienie zadań, a w drugiej z kolei było na odwrót. My oczywiście przynależeliśmy do tej elitarnej części społeczeństwa obozu 🙂 Grupy były nazywane jak grzyby. Grupa konkursowa z informatyki nazwana została borowikami (bo rzekomo silne i samodzielne), warsztatowa – opieńkami (bo nie dają rady samemu i trzymają się w kupach), matematyczna zaś – maślakami (powód nadania takiej nazwy nieustalony).

Dzień naukowy w grupie borowikowej wyglądał mniej więcej tak: po śniadaniu rano w okolicach godziny 8:30 mieliśmy trwające ok. 2h 15min zawody indywidualne. Zabieraliśmy laptopy do odpowiedniej sali i po prostu rozwiązywaliśmy zadania algorytmiczne, których standardowo było cztery. Od razu po zawodach odbywało się omówienie zadań. W tym momencie mieliśmy godzinę ok. 11:15, a obiad z kolei standardowo był o godzinie 13:30. Zdawałoby się, iż mamy kupę wolnego czasu, ale było nieco inaczej. Mianowicie organizatorzy wrzucali zadania z zawodów indywidualnych na tzw. runo leśne (nawiązanie do nazw grup), by można je sobie było po omówieniu jeszcze raz spróbować rozwiązać.

Po obiedzie plan był już zależny od konkretnego dnia. Generalnie następował wolny czas do 15:00, a później „aktywność fizyczna”, podczas której to większość osób siedziała w pokojach i rozwiązywała banalne zadania z grupy opieńkowej, część siedziała w pokojach i robiła inne głupie rzeczy, część rzeczywiście miała jakąś aktywność fizyczną wtedy poza stukaniem palcami w klawiaturę, jeszcze inna część natomiast grała w Ktulu. Podczas późniejszych dni można było się także w tym czasie udać na wykłady – standardowo najpierw jeden z informatyki, a tuż po nim kolejny, tym razem z fizyki. Warto było na nie chodzić, bowiem w późniejszych zadaniach często prezentowane na owych wykładach zagadnienia były kluczem do rozwiązania.

W okolicach godziny 18:15 odbywała się kolacja, a następnie o godzinie 19:00 zawody drużynowe. Jak nie trudno się domyślić – byliśmy razem w jednej drużynie, pomimo pewnych trudności, które zostały opisane poniżej w świetle konkretnego autora. Drużynówki, podobnie jak zawody indywidualne, trwały 2h 15min. Startowało się w 4-osobowych składach bez względu na przynależność konkretnych osób do wcześniej wspomnianych grzybowych grup zaawansowania. Standardowo otrzymywaliśmy 8 zadań do rozwiązania – 4 informatyczne, 2 matematyczne oraz 2 z fizyki. Po zawodach oczywiście następowało omówienie zadań, a następnie mieliśmy wolny czas do 22:30, bowiem wtedy rozpoczynała się cisza nocna. Zadania z zawodów drużynowych również były zamieszczane po części właściwej na runie leśnym. Dla jasności – punkty z różnych zadań były ważone wg. następującej reguły: 1.5 za zawody indywidualne, 0.5 za runo leśne oraz 0.15 za opieńki.

Jak wcześniej wspomnieliśmy, co trzeci dzień był dniem turystycznym. Jego głównym celem był wypoczynek i regeneracja przed dalszą nauką. Generalnie polegał on pieszych wycieczkach w góry. Standardowo do wyboru były dwie trasy – długa i krótsza. Niestety, częściej szło nie po myśli organizatorów i wycieczki się wydłużały z różnych powodów. Po powrocie o godzinie 17.00 była obiadokolacja. Później do godziny 20.00 był wolny czas (czyt. nadrabianie zaległości w runie leśnym i opieńkach), po czym następowało ognisko. O godzinie 21.00 dla chętnych dostępne było karaoke przez jedną godzinę.

Punkt widzenia Mrowqi

Moja decyzja o uczestnictwie w obozie została podjęta głównie z powodu mojej chęci do nauki algorytmiki. W zeszłym roku już miałem zamiar wziąć udział, ale z powodów finansowych nie miałem takiej możliwości. Kolejnym powodem było to, iż m4tx wygrał konkurs na koszulkę OIGa i miał sfinansowany pobyt, a skoro widuję go bardzo rzadko, ze względu miejsc naszych zamieszkań, to bardzo miło byłoby spędzić z nim trochę czasu.

Moja przygoda właściwie zaczęła się trochę wcześniej. Z racji tego, iż inny znajomy – xevuel – był na obozie w Rabce organizowanym także przez Stowarzyszenie Talent, naturalnym było pytanie się o różne kwestie. Przypadkiem wspomniał mi o jednym gościu z kadry, który omawiał zadania i miał tapetę z kucykami (brony, yay!). Wyciągnąłem od xevuela pewne informacje i udało mi się później skontaktować z ową osobą – Kamilem.

Ogólnie byłem nastawiony pozytywnie do mojego pobytu przed wyjazdem i po dziś dzień nie uległo to zmianie. Lekkim problemem było to, iż nie mogłem być z m4txem w jednym pokoju, bo jesteśmy na „innych” obozach – ja na płatnym Intertalentowskim, m4tx na darmowym organizowanym przez Stowarzyszenie Talent. Z początku było to dość nieprzyjemnym zaskoczeniem (dużo wcześniej przed rozpoczęciem obozu zgłosiliśmy chęć bycia razem w pokoju), ale później i tak po kontroli pokojów można było spokojnie przejść, gdzie się chciało 😉

Ostatecznie (zarówno jak i początkowo) byłem w pokoju z Tomkiem oraz Maćkiem. Obydwoje byli w miarę spokojni. U m4txa zdarzył się jednakże jakiś cud – wśród trzech współlokatorów został tam także przydzielony niezły troll, który lubił miewać humory – Szwajkos (w sumie to jego nazwisko, ale wszyscy go używali niczym pseudonimu). Pozostali dwaj „domownicy” to Rudy, który ze Szwajkosem często tworzyli mieszankę wybuchową, oraz Kuba, który wiedział co nieco. Tak w sumie to mój pokój sporą część czasu był po prostu zamknięty, bowiem z Tomkiem przebywaliśmy u m4txa, a Maciek chodził do innego kolegi (ach to bieganie po różnych piętrach).

Po konsultacjach z kadrą (czyt. Kamilem) udało nam się załatwić „między-obozową” drużynę, a konkretniej w składzie: ja (Mrowqa), m4tx, Tomek oraz Kuba. Zawody drużynowe bardzo mi się podobały – każdy był za coś odpowiedzialny i w razie braku wiedzy można było się wesprzeć. Niestety to było zbyt piękne, by było prawdziwe – dużo drużyn oszukiwało 🙁 Niemniej jednak udało nam się zająć wysokie, bowiem 4. miejsce na 20 drużyn! Początkowa taktyka na pierwszych zawodach była jedną z najwydajniejszych – każdy bierze pierwsze lepsze zadanie i jak nie daje rady to przekazuje je komu innemu, czasami myśli się w parę osób – po prostu chaos. W drugi dzień, gdy każdy miał myśleć nad swoim zadaniem poszło nam dużo gorzej. Później udało nam się wypracować nieco lepszą taktykę drużynową – Kuba bierze fizykę, Tomek matematykę, ja informatykę, a m4tx kodzi zadania „pocieszenia”, po czym podpina się pod jakieś zadanie albo myśli nad następnym.

Zawody indywidualne były całkiem przyjemnym wyzwaniem. Bardzo mi się podobały, a w szczególności trafiony dobór zadań. Oczywiście był zakaz rozmów na sali, choć też to trochę zależało od opiekuna nas pilnującego. Nadal mnie to bawi – kolega siedzi tuż obok mnie, pytam się o jego postęp, opiekun: „cisza!”, to rozmawiamy przez LAN Messengera 😉 Takiej sytuacji nigdy bym się nie spodziewał. Oczywiście, by nie psuć sobie zabawy nie pytałem się o rozwiązania – i tak wątpię, by ktoś z mojego otoczenia zrobił coś więcej ode mnie. Zadania informatyczne układali na bieżąco i omawiali Błażej, który wygrał jubileuszową XX Olimpiadę Informatyczną i zdobył medale w konkursach międzynarodowych oraz Kamil, który także ma sporą wiedzę, ale nie poszczęściło mu się na finale w tym roku.

Wycieczki piesze w góry o dziwo polubiłem bardziej niż mi by się mogło wcześniej zdawać. Przez niewielką część pierwszej wycieczki utrzymywałem się na pozycji, jednakże już nieco później, z powodu niskiego tempa grupy, po prostu wyprzedzaliśmy niewielką kupką resztę. Później to niemalże cały czas byłem w czołówce – podobnie m4tx, choć czasami wymiękał 😛 Niestety z tego powodu grupa mocno się rozciągała i po prostu tak być nie mogło – bo co to za zwarta grupa? Tych mocniejszych przenoszono na tyły („a niech sobie zapieprzają do przodu i znów na tył i znów do przodu jeśli mają energię”), a na przód brano osobę, która po pewnym czasie była na samym tyle – żeby nadała tempo grupie. W tym momencie to w sumie bardzo się „wlekliśmy”. Ja wiem, że mam kiepską kondycję, ale szczerze mówiąc lekko się zdziwiłem… No cóż, widać są niektórzy jeszcze słabsi 🙂 Przynajmniej dało się przez ten czas rozmawiać z wieloma ludźmi na różne tematy.

Widok ze szczytu Baraniej Góry

Widok ze szczytu Baraniej Góry

W dni turystyczne mieliśmy także trochę czasu wolnego dla siebie. W pierwszy z tych dni oglądnąłem wraz z m4txem, Kamilem, Kubą oraz Tomkiem My Little Pony: Equestria Girls. Było bardzo ciekawe, choć moim zdaniem akcja działa się trochę za szybko i film skończył się nieco wcześnie (czyt. był za krótki). Tak właściwie to wszystkim się spodobało – nawet tym, którzy nigdy kucy nie oglądali 😉

Jak wcześniej wspominałem, było dostępne karaoke. W pierwszy dzień wycieczkowy nawet nie spojrzeliśmy „moją grupą” na to. W drugi zeszliśmy i próbowaliśmy kogoś wkręcić, by zaśpiewał, choć w sumie też mnie lekko przekonano – ale niestety kolejka była zbyt długa i nie zdążyłem. W ostatni dzień za to udało mi się pośpiewać – wiedziałem, że nie umiem śpiewać, ale szczerze mówiąc nie spodziewałem się sinusoidy przy moim wskaźniku. Pomyśleć, że dostałem jeszcze za to brawa zamiast pomidorem w twarz 😉

Pomyślałem, iż warto wspomnieć o Szwajkosie. Początkowo zagadką było dla nas jakim prawem dostał się na obóz, ale później nam wyjaśnił – w szkole zwolniły się miejsca i na szybko kogoś potrzebowali. Ogólnie był on początkującym. Często się wygłupiał. Przy obiedzie i kolacji niemalże zawsze można było stwierdzić gdzie siedział – lubił nabrudzić i przy okazji denerwować innych (trollował ile mógł). Kroić banana w skórce w dziwny sposób, dosypywać coś do zupy, rozlać kompot, wrzucić ogórka do soku… Po prostu – tak bardzo kreatywny człowiek, że chyba nikt w miarę normalny go nie pobije. Czasem też sam lubię potrollować, ale w pewnych sytuacjach trzeba mieć umiar. Inny, tym razem przyjemny troll, w imieniu Rudego rozsyłał zaproszenia na imprezę u niego o 1. w nocy. Po prostu wszędzie chodził i wrzucał pod drzwi zaproszenia. Ciekawe jaką miał minę, gdy od razu, gdy wrzucił mi kartkę, to ją wyrzuciłem z powrotem na zewnątrz. Później kadra się tylko z tego śmiała – np. jak raz ktoś się spóźnił na zawody indywidualne to mówili, że pewnie był u Rudego na tej imprezie 😉 Był także klasyczny troll – pasta do zębów na klamce:

Nie wiem, czy wiecie, ale ktoś upieprzył wam klamkę pastą do zębów i mam nadzieję, że to nie wy.
Kamil Ż., opiekun m4txa

Akcja wykonana dumnie przez Szwajkosa z m4txem, ja stałem na czatach 😉 Chwilę później już cała kadra była u góry (m4tx mieszkał na trzecim piętrze, ja na drugim). Ja i koledzy z mojego pokoju znajdowaliśmy w pokoju u m4txa w tym czasie. Sprawa prosta – ukryć się w łazience. Początkowo Szwajkos miał mieć dłuższą potrzebę, jednakże ostatecznie wszyscy oficjalni lokatorzy poszli „spać”. Genialnego kolegę miałem – siedział w łazience i grał na smartfonie w Fruit Ninja, „bo nie będzie siedział pół godziny w kiblu nic nie robiąc”. Cały czas musiałem zasłaniać okienko w drzwiach od łazienki, by nikt nie zauważył… Tak, kolega grał nawet, gdy była kontrola i później, gdy ktoś zostawił otwarte drzwi na korytarz. Co ciekawe – Kamil był opiekunem m4txa 😉

Dostęp do Internetu, czyli naszego okna na świat… Zablokowane. Były jakieś sieci na WPA2, ale to pewnie prywatne, gdy ktoś zabrał ze sobą modem. Szczerze mówiąc dobrze, że nie było dostępu, bo mniej osób oszukiwało. Choć z drugiej strony, gdy ktoś chciał się doczytać o jakimś algorytmie to miał problem. Ja miałem tu szczęście podobne jak na II etapie OIa – choć do tego doszedł pech. W ostatnią noc zdobyłem dostęp – ktoś korzystający z talentopa (laptop wypożyczony od Stowarzyszenia Talent) gdy podłączył się do pewnej sieci miał po prostu dostęp do Internetu. Inni musieli podawać login i hasło. Wystarczył zwykły MAC spoofing ;> Niestety, akurat gdy miałem podpięty pendrive z Backtrackiem do laptopa to Szwajkos usiadł na nim… Na Windowsie nie chciało mi się bawić w zmianę MAC-a, więc w sumie zostałem bez dostępu do Internetu – choć i tak nie miałem nic do roboty. Po powrocie się dowiedziałem, że wystarczyło się zapytać Pani z innej grupy… (tj. w ogóle z innego obozu, nie tego od Stowarzyszenia Talent).

Kolejny bardzo ciekawy troll, tym razem mojego pomysłu – w ostatnią noc chodzić pod pokojami kadry i śpiewać Piosenkę o smutnym programiście. W mało licznej grupie śmiałków wyruszyliśmy na podbój. Jeden z prezesów myślał, że mamy gitarę i na niej gramy! 🙂 Pod innym pokojem kadry, w której to znajdowali się także studenci, długo nie pośpiewaliśmy – no niestety ktoś wyszedł i nas przegonił – bo akurat już była cisza nocna (sic! błędna optymalizacja doboru trasy „koncertowej”), ale jak ludzie mawiają – „zemsta będzie słodka” – i była. Wpadłem na pomysł by rano wszystkich obudzić piosenką. Znowu w mało licznej grupce rozpoczęliśmy podbój.

– Przestańcie! Idźcie się spakować.
– Spakowaliśmy już się!
– No to możecie grać.
Dialog pod pokojem jednego z prezesów

Później obszedliśmy cały ośrodek i przy okazji dołączało się coraz więcej ludzi. Śpiewaliśmy na każdym korytarzu, na balkonach, nawet zmodyfikowaliśmy lekko piosenkę, by nawiązywała do Pana Szubartowskiego (założyciel Stowarzyszenia Talent) i na śniadaniu, gdy wszyscy przyszli, zaczęliśmy śpiewać. W autokarze powrotnym rzekomo ludzie mieli pójść kilka kroków naprzód z modyfikacją piosenki, ale niestety nim nie wracałem, więc efektów nie ujrzałem – albo może bardziej właściwie – nie usłyszałem.

Pamiętam też, iż udało mi się też już nie tyle co zbronyfikować co przynajmniej zapalić iskierkę uwielbienia kuców w paru osobach. Grali sporo w MLP: Fighting is Magic i chcieli oglądać serial. Kiedyś aż wbiłem do m4txa do pokoju ok. godziny 00:30 i wydarliśmy kompa wraz z zewnętrznym dyskiem z jego rąk, by móc oglądać kuce (m4tx chciał spać). Byłoby całkiem miło, gdyby tylko Szwajkos przez cały czas nie powtarzał „dupcy dupcy”. Stwierdził, iż ta „rodeo” (Applejack) jest żółta, a to rzekomo m4tx jest tu daltonistą 😛 Podczas konkursów się nieco zdziwiłem, gdy na wielu ekranach widziałem kuce… mniejsza o nich. W jednych z rozmów z Kamilem dowiedziałem się o tym, że ktoś ma przypinki z kucami. Niestety – nie mogłem nikogo takiego namierzyć. Maciek z pokoju powiedział mi, że wie kto to jest, ale szczerze mówiąc niewiele mi to dało, choć mogłem się domyślać kto to był. Okazało się, że to była osoba, która siedziała akurat obok mnie na integracji. W ostatnią noc udało mi się go znaleźć i chwilę porozmawiać. Prócz parunastu przypinek miał też zarąbistą figurkę Fluttershy! Od razu ściągnąłem (a raczej wyciągnąłem – czyt. dalej) figurkę wraz Mateuszem i przypinkami dwa piętra wyżej – do m4txa. Poczekaliśmy także chwilę na Kamila – akurat była godzina, kiedy miał robić kontrolę przed ciszą nocną, więc opóźniłem nieco sprawdzanie pokojów. Udało nam się, głównie ze śmiałością Szwajkosa, „zamówić” zadanie o kucykach na zawodach drużynowych.

Warte uwagi było także zakończenie i podsumowanie obozu. Na początku był niezły troll – gdy prowadząca powiedziała zdanie, to uczestnicy przez 20 min bili brawo. Po kolejnym zdaniu było nieco krócej. Robiliśmy fale – później nawet jeden z Panów prezesów rozpoczął 🙂 Przy rozdaniu pucharów i medali nieco się zdziwiłem. Wiedziałem, że zająłem 2 miejsce w rankingu ogólnym, a zostałem wyczytany jako 4 miejsce… Okazało się, że to za pozycję w grupie borowikowej (konkursowej). Suma sumarum dostałem batonika i czekoladę! No dobra, do tego jeszcze jakieś dwa dyplomiki, srebrny i brązowy medal oraz jeden puchar 🙂

Puchary i medale Mrowqi

Puchary i medale Mrowqi

W sumie to chyba tyle mam „na początek” do przekazania. Jako extras mogę jeszcze dopisać, że m4tx czasem się dziwnie zachowuje. Teraz już boję się nawet zostawić swój komputer w jego pobliżu… Gdy zostawiłem laptopa na jego łóżko to zaczął go tulić i wydawać dziwne dźwięki „Mmm”. Uważajcie więc na to, co napisał u siebie 🙂

Jedna myśl nt. „13Milówka08 – wspomnienia i wrażenia

  1. Pingback: 13Milówka08 – wspomnienia i wrażenia | m4txblog

Dodaj komentarz